Mój tata, dobrze po pięćdziesiątce, uczył się pływać. A raczej uczył swojego instruktora słuchać, bo sam mówił dużo za dużo. Nie wstydził się próbować, nie obchodziło go, co pomyślą inni. Mówił: „ty, dziecko, rób swoje i nie oglądaj się na innych.” Mimo, że minęło kilka lat, od kiedy go nie ma, pielęgnuję w sobie odwagę do zaczynania od początku. Od skrawków, które w najmniej spodziewanym momencie układają się w jedną spójną całość. 

Kolejny skrawek układanki – balet. 

W wegańskich płóciennych baletkach z dwudzielną celulozową podeszwą. 

Stare Dobre Małżeństwo śpiewa na koncercie „jest już za późno”, a ja z pełnym przekonaniem śpiewam w odpowiedzi ich pogrubione i wyrównane do środka „nie jest za późno”.